Sposób na smoka

2018.04.11, 16:55:31
Czyli o tym, jak dzielny i szlachetny rycerz w uczciwym pojedynku bestię pokonał.
ilustracja

Dawno, dawno temu za siedmioma górami żył sobie pewien smok, który ział ogniem, siał trwogę, porywał owce i pożerał dziewice – tak w każdym razie twierdzili zawistni mu okoliczni mieszkańcy. W rzeczywistości był on w przeważającej mierze jaroszem, z mięs wolał raczej wołowinę, dziewice zaś bardzo lubił. Można by powiedzieć, że nawet hm... nieco za bardzo.

W całej okolicy nie było śmiałka dostatecznie silnego i sprytnego, by pokonać gada. Wszystkim bowiem, którzy próbowali potwór urywał głowę, po czym wciągał do wnętrza pieczary, by następnie wyrzucić na zewnątrz dokładnie obgryzione kości – taką wersję przynajmniej rozpowszechniali wszyscy wyżej wymienieni śmiałkowie. Jakże bowiem mogliby po tym co ich spotkało powrócić do domów i spojrzeć w oczy znajomych, nie mówiąc już o swoich wybrankach. Działo się tak aż do dnia, w którym u wylotu pieczary stanęła pewna niezmordowana i niepokonana dotąd w boju wojowniczka.

Większość jej poprzedników już na sam widok wyłaniającej się z wnętrza maszkary pierzchało w popłochu, ignorując przy tym wyraźny nakaz by bez względu na wszystko nigdy nie okazywać strachu i nie odwracać się tyłem w obliczu niebezpieczeństwa. Narażali się przez to na błyskawiczny i bezlitosny atak, podczas którego honoru ocalić nie były w stanie nawet najtwardsze pancerze (inna sprawa, że wielu psychoanalityków upatrywało w takiej właśnie reakcji przejaw pewnych nieuświadamianych i nawet przed samym sobą skrywanych marzeń i pragnień).

Mając to na względzie śmiałkini nasza nie wdziała na siebie pancerza. Szczerze mówiąc nie wdziała na się nic zgoła. 

Na jej korzyść przyznać trzeba jedno – w pierwszej chwili zaskoczenie wywołane zastosowaniem tak nieszablonowej taktyki było totalne. Gdyby miała ze sobą miecz, mogłaby w owych sekundach obciąć łeb skamieniałego pod jej wyzywającym spojrzeniem gada.

Nie wzięła jednak miecza, owego żelaznego substytutu ogniskującego w sobie atawistyczne pragnienie egzemplifikacji własnej fizycznej witalności. Nie dlatego nawet, iż nie odczuwała owej nie całkiem dla niej zrozumiałej potrzeby i nie dlatego też, że większość dostępnej broni będąc widomą ilustracją owego posuniętego do granic absurdu trendu, dalece przekraczała możliwości fizyczne swoich właścicieli, nie mówiąc już o jej własnych. Dlatego jednak, iż doskonale zdawała sobie sprawę, że smok jest po stokroć lepszym zarówno od niej, jak i od nich szermierzem, w dodatku tak hojnie wyposażonym w tym względzie przez samą naturę, iż mógłby wpędzić w kompleksy cały legion zakutych w stal po same uszy rycerzy.

Po owych kilku, odliczanych uderzeniami dwojga serc sekundach potwór poszarżował ku niej. Zwarli się żelaznym uściskiem. Przyspieszając rytm swoich zmagań, wznosili dookoła kurzawę, tarzając się wśród kamieni, przetoczyli się z wolna do środka, gdzie w końcu zalegli nieprzytomni, nawet we śnie nie wypuszczając się nawzajem ze spajających ich ciała w jedną bryłę objęć.


Nazajutrz, gdy smok budząc się, przeciągał się rozkosznie, stwierdził, iż jego nowa znajoma od dłuższej już chwili nie spała.

– Słuchaj: jak ty się właściwie nazywasz?

– Georginia Krak. Imię po dziadku, nazwisko po ojcu. Co piszesz? – Spytała przeglądając pokrywające stół stronice i bawiąc się wystającym z kałamarza piórem.

– Opowiadania, w których walczę z rycerzami i porywam księżniczki – odpowiedział smok – podobno tak właśnie manifestuje się nasze ego, kiedy zbyt długo nie wystawiamy nosa z jaskini.

– Nie prościej poszukać sobie jakiejś smoczycy?

– Może i prościej, a może nie. W każdym razie na pewno jest to rozwiązanie przynoszące mniej splendoru i sławy. Ponadto wątpię bym wtedy, zmuszony nieustannie znosić do wspólnej jaskini świeżo porwane zwierzęta, znalazł jeszcze czas na opisywanie swoich wyczynów. A tak – przegryzę korzonkiem i skrobnę kolejną stronę malowniczych przygód, inna sprawa, że pewnym mankamentem wspomnianego tu mechanizmu jest fakt, iż w efekcie opisem zmagań i namiętności zajmują się przeważnie ci, którzy najmniej mają z nimi wspólnego.


I tak wojowniczka zamieszkała w jaskini smoka. Okoliczni mieszkańcy spotykali ją czasem, zapuściwszy się w pobliże pieczary. Częściej jednak widzieli, jak przywierając do cielska gada, wznosiła się wraz z nim na niedostępne śmiertelnikom wyżyny, gdzie towarzyszył im tylko jęk rozpruwanego przez nich powietrza, zaplątanego w jej długie, rozpuszczone włosy.

Działo się tak aż do dnia, gdy w okolicy pojawił się pewien znamienity i bardzo przystojny rycerz.

– Wyłaź smoku! – Krzyknął – Przybyłem tu by zgładzić cię i uwolnić więzioną przez ciebie królewnę!

– Ależ młodzieńcze – powiedziała niespodziewanie uhonorowana dziewczyna, wychodząc z półmroku wnętrza – nie przystoi tak wydzierać się u wejścia do cudzej jaskini.

Jak już wspomnieliśmy większość rycerzy posiadając niezmiernie gorącą krew, wykazywała w efekcie bardzo niewielką zdolność do samokontroli. Nasz bohater nie był w tym względzie jakimś zasadniczym wyjątkiem. Najprawdopodobniej widok samego smoka nie wywołałby na nim, w tym momencie, większego wrażenia.

– Wejdziesz? Herbata jeszcze gorąca a i smok pewnie niedługo wróci, zakończywszy obserwację miasta, w którym chce osadzić akcję swojego najnowszego opowiadania. Ale to pewnie jeszcze trochę potrwa. Na razie zapraszam do środka...


Kilka godzin później smok powrócił do pustej już jaskini. Na stole stał jedynie dzbanek wystygłej herbaty, dwie opróżnione filiżanki i bukiecik fiołków.


Cóż... był to chyba jedyny przypadek, gdy przegrał on w starciu z rycerzem.

podobne teksty

Rogata bestia
– Smok! Powiadam wam panie, prawdziwy smok – perorował kmiotek przy kontuarze, w drżących ciągle dłoniach ściskając dzban piwa.
 

szukaj

archiwum

menu

 
 
 
draconica.pl
mapa strony
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.