Zahir

2018.04.05, 13:39:50
Jeśli wierzysz w literaturę, uwierzysz i w to, co napiszę, choć to nie literatura, a jedynie maleńkie odwołanie.
Pisanie o miłości przypomina trochę produkowanie onomatopei mających oddać... blask chybotliwego płomienia świecy. Nie da się wyrazić słowami prawdziwego Tao, a przecież próbujemy i duża część literatury poświęcona jest właśnie nazywaniu nienazywalnego. Poniższy tekst tu, w mojej opinii, całkiem sprawnym tego przykładem i całkiem udaną miniaturą literacką.
–––

ilustracja

Jeśli wierzysz w literaturę, uwierzysz i w to, co napiszę, choć to nie literatura, a jedynie maleńkie odwołanie.


Zahir to moneta, chyba arabska, nie pamiętam, o której pisze Borges. Właśnie teraz chcę o niej pisać siedząc w surowej od nowo nałożonego cementu łazience, strzepując popiół Rothmansa do wanny. Dzisiejsza noc to także taka modlitwa utkana z własnych słów – podobna to tej, jaką i Ty czasami odmawiasz – wyobrażam sobie, że leżysz wtedy pogrążona w niej, patrząca na księżycową jasność, która odbija się w mroku nadając sens temu, co obce, odległe, dalekie, nieznane.


Poetycka noc rozmyślań. Trzeba zdążyć, zanim zacznie świtać. I ja muszę zdążyć, choć za księżyc służy mi pokryta pyłem lampa, zapach dymu, niewygoda i spokój. Boję się, żeby nie skłamać. Boję się, bo nie wiem, czy z kłamstwa uda się zrobić prawdę. Uwierzyć w kłamstwo to poddać się temu, co wykracza poza codzienny posiłek, czytanie, śmiech, muzykę.


Zahir to moneta, chyba arabska, nie pamiętam. Widzę, że zrobiona jest z miedzi; wyryte nań znaki nie oznaczają, ażeby była przedmiotem powszechnego użytku – wymiany za to, co materialne. Może być kluczem do tajemniczych bram, choć nie musi. To zależy, czy chce się za nią kupić telewizor, czy opowiadania Borgesa.


Tak ja widzę zahira – Borges zaś opisuje go, jakby był teleskopem, mikroskopem elektronowym. Tak, dzięki zahirowi można zobaczyć wszechświat, całość, nieskończoność. Commun to mały gruczoł w mózgu, wedle psychologii Arystotelesa siedlisko duszy – tak odbierane są wszelkie idee, wszelkie podstawy, pojęcia, pierwsze zasady. Commun to oko, wedle mojej psychologii, a zahir-moneta może być okularami dla jednostek tak krótkowzrocznych, jak ja. Kompletnie zatarte są wszelkie wartości, gdy kładę wieczorem na szafce przy łóżku, obok lampki i budzika mojego zahira – by zapaść w sen zmęczonego człowieka, by zerwać się nad ranem, szybko zakładać skarpetki w paski, koszulę w kratkę, przegryzać co nieco i wpadać w zgrzyt tramwajowego ruchu. Zapominam o zahirze, a on leży tam gdzie go zostawiłam – wciąż jaśniejąc tym samym blaskiem. Lecz cóż znaczy ów blask w obliczu strachu, słabości, podbiegunowych mrozów i zgrzytań zębami? Gdzieś niknie, umiera, pokrywając się sobie tylko właściwą otoczką, jaka atakuje miedziane przedmioty. Czytam więc o zniszczeniu, by zniszczenia nie spostrzec przypadkiem.


Nikt nawet nie wie, jaką wielką siłę ma ten prawie-cień, którego dawno temu, całkiem nieświadoma istnienia Borgesa, nazwałam pryzmatem. Okiem fizyka, patrzeć przez pryzmat to tworzyć z niego wyjątkową pamięć o jednolitym kolorze, jednolitej sile. Patrzenie przez mój pryzmat jest zacieraniem istotnych cech świata zewnętrznego – w zamian otrzymuję nowy świat, całkiem odmienny, wypełniony kształtem tego, co go tworzy. Zapachy, kolory, kształty, myśli i mowa są wtedy nim wypełnione, nim skażone. Butelka od wody sodowej nie jest zwykłą butelką, a nowym wymiarem, nową rzeczywistością, nową wrażliwością. Jeśli założę te okulary i spojrzę widzę wtedy tylko to, co każą mi widzieć, co samo sobie każę widzieć, mniej lub bardziej świadomie. Dodatkowo wiem, że okulary są tylko moje i tylko ja mogę przez nie patrzeć – stanowią więc dla mnie wartość najwyższą, ponadczasową. Czuję wtedy, że rosnę i dojrzewam, i że zmieniam się, dostosowując do ich kształtów, a myśli i uczucia narzucają mi one, jak bicie serca narzuca określony rytm przepływu krwi. To takie dziwne, zaskakujące, rozkoszne i zabijające jednocześnie. Cholera, a chciałam tylko powiedzieć, krótko, króciutko, bez tych – jak zwykle – patetycznych wynurzeń pseudo-poety, że jesteś moim zahirem.

Urszula Raczyńska

podobne teksty

Koncert Cienia
Mistrz, mistrz Cień w naszym małym miasteczku, w naszym małym teatrze (...) powoli zapalał wszystkie świece, a jego cień zadrżał na ścianie. Wraz z płomieniami kolejnych świec powoli wzrastał, aż stuknął głową w sklepienie.
 
Idąc ciemną doliną
Poniżej, w dolinie wśród gęstniejących przed nocą cieni dopalają się ognie. Tam właśnie muszę pójść. Wiatr ucichł na wieczór. Mam na sobie dwie warstwy oddychających, termoaktywnych ciuchów. Dlaczego się trzęsę? Poniżej, w dolinie rzednące powoli dymy zaczynają mieszać się z pasmami spływającej ze zboczy mgły. Tam właśnie muszę pójść…Ze stanowiska pod granią niemal widać miejsce, gdzie znajduje się platforma skokowa – droga do domu. Wydaje się być tak blisko, ale w górach odległości są zwodnicze. A poniżej, w dolinie, wśród czarnych skał trwa cisza. Śmiertelna cisza. Tam właśnie muszę pójść!
 
Baśń
Do baru przyjechał na motorze. Ciężkim czarnym lśniącym smoku z baśni. Jedno z lusterek drżało jeszcze, gdy poprawiał swój czarny skórzany płaszcz.
 

szukaj

archiwum

menu

 
 
 
draconica.pl
mapa strony
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.