Anihilacja

2018.04.09, 22:34:11
tagi: inwazja, obcy
Zacznijmy od oceny ogólnej – 6 / 10, głównie za oryginalność i momentami pewną urodę plastyczną. Niestety na tym zalety się kończą, bowiem film składa się głównie z niewykorzystanych szans i słabo rozegranych pomysłów.
ilustracja Mamy zatem Zonę, obszar w którym dzieją się sprawy niepojęte, dziwną, groźną i potencjalnie apokaliptyczną bowiem stale rosnącą. Obszar z którego nikt (no prawie nikt) i nic jeszcze nie wróciło. I mamy złożoną z kobiet grupę, która do wnętrza owej strefy wyrusza. Kobiece bohaterki pojawiają się w kinie SF co najmniej do czasów „Obcego”, niemniej czysto kobieca drużyna stanowi jednak pewne novum. Drugim novum jest tu kondycja owej drużyny, bowiem nie są to ani uduchowione marines, gotowe stawić czoła każdemu niebezpieczeństwu, niosąc światu demokrację i Coca-Colę, ani też jeszcze bardziej uduchowione naukowczynie, zdolne przeniknąć każdą tajemnicę natury. Po prawdzie nominalnie są to właśnie badaczki z różnych dziedzin a jedna z nich ma za sobą również kilkuletnią służbę wojskową, ale ani tego nie widać ani nie czuć. Głównym rysem postaci, które udały się na niniejszą wyprawę jest bowiem jakiś „gen kamikadze” manifestujący się w czymś, co można by określić akademicką odmianą emo. Dyskusje o życiu, śmierci i rozpadzie stanowią kanwę całego obrazu i dziwne wręcz, że ich dopełnienia nie stanowi tu mroczna, gotycka muzyka.

Specyficzne jest ujęcie tematu. Film o zderzeniu z enklawą obcości na Ziemi skupia się bowiem nie tyle na owej enklawie i zmaganiu się z nią, co na ludziach, którzy w nią weszli. Ich pokręconych motywacjach i życiorysach ukazywanych w retrospekcjach. Alex Garland z zasady tworzy obrazy kameralne i do niektórych historii pasuje to genialnie (Ex machina), do niektórych całkiem znośnie (W stronę słońca) w przypadku tej jednak opowieści nie jest to (moim zdaniem) podejście nazbyt szczęśliwe.

Całość stanowi dość nietypowe połączenie opowiastki filozoficznej, dzieła psychologicznego, survival horroru z elementami psyhodeli oraz sporadycznymi wtrętami filmu akcji. Ale nie to jest jego problemem. Problemem są proporcje, sposób obróbki i połączenia ze sobą powyższych składników. A połączono je tutaj po prostu źle, co boli tym bardziej, że wykorzystane koncepty wydają się być wręcz samograjem niewymagającym wielkich nakładów, by uzyskać tak emocjonujący jak i klimatyczny obraz. Przykładami wcale nie wysoko budżetowych, a jednocześnie o wiele lepszych filmów są np. „Troll hunter” czy „Strefa X”, filozoficznie historia przypomina zaś nieco „Źródło”, ale ze źródłem również nie może się ona równać.

Szkoda, bo zwykle nie jest tu ani strasznie, ani emocjonująco, ani specjalnie mądrze, a pojedyncze, epatujące niesamowitością sceny, robią nam tylko apetyt, pokazując, że twórcy mieli nawet trochę dobrych pomysłów, ale nie umieli ich zwykle ani odpowiednio przyrządzić ani odpowiednio podać. Osobiście postrzegam ten film trochę jak kreatywny eksperyment, który co prawda nie wyszedł najlepiej, ale który być może zaowocuje kiedyś (oby) powstaniem naprawdę dobrego filmu, czerpiącego z jego konwencji. Tak jak np. niezbyt udanemu i półamatorskiemu „Blair Witch Project” zawdzięczamy późniejsze „Project Monster” czy „Rec”.

Na koniec marudzenie i to co w SF oraz S(?)F boli mnie zawsze najbardziej czyli technobabole. Mamy strefę, przez granicę strefy nie przechodzą fale radiowe, a ludzie i drony nie wracają, więc nie wiemy co właściwie jest wewnątrz. Serio?

A satelity przestały nagle działać? A samoloty ponad strefą już nie latają? A z balonu unoszącego się ponad strefą nie da się spuszczać a później wyciągać kamer? I co to znaczy, że nic nie wraca? Nie można wejść na 5 – 10 – 50 metrów? Nie można przypiąć takich zwiadowców na stalowych linach, by móc ich stamtąd wyciągnąć, gdyby coś im się stało? Radio nie działa – ok., kupuję. A co z łącznością kablową, światłowodową? A gdyby nawet na granicy strefy wszystko to wysiadało, to czemu nie zbudować jakiegoś elektro-mechanicznego i/lub elektro-akustycznego przekaźnika? Dlaczego nie można wystrzelić w wnętrza strefy wiadomości zwykłą bazooką? Dlaczego, dlaczego, dlaczego. Jak na największy fenomen, z którym zetknęła się ludzkość, badacze strefy robią przerażająco wręcz mało, ot gapią się na fraktale połyskujące na jej granicy i tyle.

Kolejną kwestią jest zasadność kilkudniowej wyprawy podejmowanej do latarni morskiej poprzez bagnisty teren parku narodowego. Dlaczego nie można do niej po prostu podpłynąć?

Dlaczego do wnętrza biologicznie aktywnego obszaru wysyła się ludzi bez kombinezonów ochronnych, masek gazowych, liczników Geigera itp.? W obszarze kwarantanny takie środki bezpieczeństwa są przecież stosowane. Dziwnym jednak trafem wewnątrz samej „strefy skażonej” ktoś uznał je już za niepotrzebne.

Tego typu głupoty zawsze mnie bolą, a zważywszy na peany, które w tych kwestiach wygłosiłam pod adresem „Ex machiny”, wcześniejszego dzieła tego samego reżysera, bolą nawet w dwójnasób.

podobne teksty

Ex machina
Pierwszy naprawdę dobry film na temat sztucznej inteligencji i początków Osobliwości Technologicznej :)
czytaj » 2018.03.23 filmy
 

szukaj

archiwum

menu

 
 
 
draconica.pl
mapa strony
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.